Liryki „pobudkowe”

W poezji powstania najczęściej spotkać można liryki „pobudkowe”, w postaci odezw, wezwań, marszów, adresowanych do narodu, Polaków, wojska formę literacką dobrze znaną w czasach stanisławowskich, popularną i za konfederacji barskiej, i w czasach Sejmu Czteroletniego. Zadaniem tych wierszy jest trafić do przekonania ogółu słowem jędrnym, mocnym, lapidarnym. Zrodzone w trudnych chwilach, mają spełniać rolę agitacyjną, są wezwaniem do ratowania ojczyzny, wskazują też ostro na jej wrogów zewnętrznych i wewnętrznych. Interesującą formę poezji powstańczej stanowią tzw. marsylianki kościuszkowskie; są to zarówno tłumaczenia Marsylianki francuskiej, jak i jej przeróbki dostosowane do polskiej sytuacji. Wyłącznie w Warszawie, i to w środowisku najbardziej radykalnym, wyrosła liryka satyryczna. Uderza ona silnie w Rosję i jej służalców, piętnuje targowiczan, wskazuje na słuszność rewolucyjnych metod rozprawiania się ze zdrajcami. Powieszonym karmazynom ogłasza szydercze nagrobki. Jest rzeczą zrozumiałą, że w poezji kościuszkowskiej starano się opiewać wydarzenia wojenne powstania oraz że bohaterem najczęściej wspominanym przez poetów jest Kościuszko początkowo zwycięski wódz, a po klęsce maciejowickiej męczennik, który do końca spełnił swe posłannictwo. Poezja powstańcza jest wyrazem chwili i niezależnie od tego, że jej walory artystyczne nie zawsze były zbyt wielkie, odegrała ważną rolę w kształtowaniu nastrojów.

Poezja powstaniowa

Poezja powstania kościuszkowskiego 181 to wyłącznie liryka, przeważnie anonimowa. Historycy literatury stwierdzili, że autorami jej byli również ludzie o znanych nazwiskach, jak Alojzy Feliński adiutant Kościuszki, Jakub Jasiński, Franciszek Makulski, Józef Bielawski. Ustalenie autorstwa wierszy jest jednak zjawiskiem rzadkim i w masie swej poezja powstańcza nadal pozostaje anonimowa. Wiemy na pewno, że zrodziła się w dwóch przede wszystkim ośrodkach w Krakowie i Warszawie. Po upadku Krakowa (15 czerwca) Warszawa dominuje już ostatecznie. Poezja tych czasów zmierza do spełnienia doniosłej roli propagandowej, wysuwa wielkie hasła, jest patetyczna w swej formie i doborze argumentacji; „ jest to poezja koturnowa, dostosowana do epoki deklamacyjnego klasycyzmu, odbicie księżycowe tyrad Racine’a i Corneille’a” tak oceni ją wnikliwy badacz Juliusz Nowak-Dłużewski. Prawie nie ma w poezji powstania kościuszkowskiego wierszy mówiących o życiu uczuciowym jednostki, a więc o tematyce tak często podejmowanej później podczas powstania listopadowego. Nie jest to dziwne, jeśli się zważy, że powstanie 1830—1831 wybuchło w epoce romantyzmu. Znajdą się jednak zwiastuny nowych upodobań i w poezji kościuszkowskiej. Nowak-Dłużewski wskazuje na wiersz pt. Żołnierz, przedstawiający pożegnanie z ukochaną dziewczyną wojaka idącego na bój.

Wzgląd natury handlowej decydował, gdy wydawcy dokonywali skrótów

Jest rzeczą interesującą, jakie fragmenty dzieła słynnego pisarza angielskiego i wielkiego admiratora rewolucyjnej Francji zostały pominięte przez wydawców warszawskich; tłumaczą i to w swoim ogłoszeniu: „W tej edycyj opuszczono to wszystko, co autor mówi o powodach rewolucji francuskiej i o zderzonych w tejże przypadkach, ponieważ to już są wiadome rzeczy; zachowano tylko ułomki do praw człowieka ściągające się. Tym sposobem trzy tomy dzieł Paine’a w jeden ściągnięte zostały, aby przez to każdemu oświecić się pragnącemu człowiekowi podać łatwość z przyczyny mniejszej ceny nabycia tej książki”. Według tych wyjaśnień wzgląd natury handlowej decydował,
gdy wydawcy dokonywali tak znamiennych skrótów. Mogło tak być, ale mogła też nimi kierować chęć usunięcia najbardziej drastycznych opisów rewolucji francuskiej, aby nie narażać się Stanisławowi Augustowi. Paine cieszył się zainteresowaniem w Polsce, a pierwsze próby tłumaczenia jego dzieł sięgają okresu Sejmu Czteroletniego. Bardzo mało ogłoszeń dotyczyło książek, których treść nie miała nic wspólnego z sytuacją wojskową i polityczną kraju. Były to wypadki odosobnione i dotyczyły bądź książek treści religijnej sprzedawanych w drukarni pijarów, bądź broszur i książek lekarskich 18°. Jest jednak rzeczą zrozumiałą, że wśród szczęku oręża milczą muzy i nie tylko muzy, bo popyt na książki zmniejsza się też równocześnie zastraszająco. Nie wydaje się więc pozbawiona podstaw prośba jednego z warszawskich księgarzy do prezydenta o zapomogę motywowana tym; że nie ma z czego żyć, bo ludzie w ogóle przestali kupować książki.

Broszura Jana Pawła Rabaut

O wydarzeniach w rewolucyjnej Francji informowała sprzedawana w Warszawie za 29 gr broszura Jana Pawła Rabaut pt. Uwagi polityczne nad rewolucją francuską. Księgarz Pfaff ogłaszał, iż ma nowe książki francuskie i angielskie, ich spis rozdaje gratis i można jej, będzie „ pod warunkami w tymże rejestrze wyszczególnionymi do czytania pożyczać Mieszkańcy Warszawy mogli się też zaznajomić z ustawodawstwem rewolucji francuskiej zakupując u księgarza Lemonier taką na przykład książkę: Nowy kalendarz francuski na trzeci rok Republiki, złączony z kalendarzem, gregoriańskim na rok 1795, zawierający w sobie prawa człowieka i obywatela, nową francuską konstytucję datowaną na rok 1793 i nowy podział Francji na departamenta i dystrykty i kantony
Obok tych rzeczy, które w większości miały raczej charakter informacji o wydarzeniach we Francji, znalazła się również zapowiedź wydania książki o wyraźnie postępowym, demokratycznym zabarwieniu. Te właśnie polityczno-ideologiczne momenty podkreślili Dufour, Netto i Koch oraz introligator Mentzel, ogłaszając ją w dodatku do „Gazety Wolnej Warszawskiej”. „Dzieło Tomasza Paine’a o Prawach człowieka, które w krótkim czasu przeciągu dziewiątej się doczekało edycyi i którego w samej Anglii około 50 tys. egzemplarzy z chciwością rozkupiono, zawsze dla ludzkości nieoszacowanym a despotyzmowi strasznym będzie dziełem. W czasie kiedy tu moskiewski panował despotyzm, pismo to nie mogło być drukowane, lecz gdy ta poczwara w najchwalebniejszy sposób przez walecznych Polaków zniszczoną została, donosi się łaskawej publiczności o mającym nastąpić około dnia 20 teraźniejszego miesiąca lipca w niemieckim języku tego pisma wyjściu w ekstrakcie ”.

Anonimowo wydany podręcznik Nauka o broni palnej

Autor, Józef Łęski, wykorzystał współczesne regulaminy pruskie dla zaznajomienia oficerów insurekcyjnych z różnymi rodzajami broni palnej i sposobami jej użycia. Zwracał się on z apelami do wszystkich wojskowych, aby mu przekazywali swoje doświadczenia, gdyż pisząc dzieło o taktyce, chciałby je uczynić jak najużyteczniejszym. Obok książek o tematyce wojskowej wydawano w czasie powstania i reklamowano w księgarniach zbiory zarządzeń i uniwersałów Kościuszki, księgarnie zaś Grólla oraz Kocha (ta ostatnia mieściła się przy Kolegiacie św. Jana) zawiadamiały, że mają do sprzedaży kazania obywatelskie wygłoszone przez księdza Józefa Witoszyńskiego, w których nawoływał on do dawania jałmużny i do ofiarności na rzecz powstania. Brak było w księgarniach książek poświęconych omówieniu ostatnich wydarzeń w dziejach Polski. Odosobnioną, ale ogromnie ważną pozycję stanowi tu dzieło Kołłątaja, Dmochowskiego, Ignacego Potockiego i innych, napisane na emigracji: O ustanowieniu i upadku konstytucji 3 maja. Książka ta, będąca wyznaniem wiary ludzi, którzy stali na czele stronnictwa patriotycznego, źródłem wszelkiego zła czyniła Stanisława Augusta. Godziła ostro w króla i koła dworskie. Był to w istocie pamflet polityczny pisany dla pokrzepienia serc walczących Polaków. Oczerniając króla wskazywano bowiem, że odsunięcie od władzy ludzi odpowiedzialnych za klęskę w wojnie 1792 r. gwarantuje zwycięstwo Polaków. Dzieło to, reklamowane przez „Gazetę Wolną Warszawską”, mogli zainteresowani kupić także w księgarni Grólla, Kocha i Szczepańskiego.

Drukarnie i księgarnie

Oczywiście tak duża liczba wydawnictw wymagała znacznego wysiłku ze strony warszawskich drukarzy. Wśród najbardziej zasłużonych na pierwszym miejscu wymienić należy Piotra Dufoura, rodem z Francji, który drukował w Warszawie od 1773 r. Był to człowiek zamożny, a drukarnia jego zaliczała się do największych w stolicy. Jest rzeczą charakterystyczną, że Dufour, współpracując z władzami powstańczymi, sam jednak akcesu do powstania nie podpisał. Pracował dla powstania także Michał Gróll, najbardziej znany z drukarzy polskich okresu Oświecenia. Produkowane przez niego książki osiągnęły pod względem typograficznym wysoki poziom w skali europejskiej i żaden z drukarzy warszawskich nie mógł się z nim równać. Na podkreślenie zasługuje fakt, że mimo podeszłego wieku (liczył sobie 72 lata) zgłosił akces do powstania, Z innych drukarzy pracujących dla potrzeb insurekcji na wymienienie zasługuje ksiądz Szymon Bielski, pijar, historyk zakonu i pedagog. Naturalnie dla powstania pracować musiała i drukarnia Jego Królewskiej Mości, którą dysponował Wydział Instrukcji. Tu właśnie Dmochowski drukował „Gazetę Rządową”. Sporo drukował też dla RNN Piotr Zawadzki, który miał drukarnię w Warszawie od 1789 r. Posiadał on także odlewnię czcionek. Znany redaktor „Korespondenta Narodowego i Zagranicznego” ksiądz Karol Malinowski w miarę swych skromnych możliwości oddawał usługi władzom powstańczym, przekazując do ich dyspozycji swe małe drukarenki.

Wydawanie w Warszawie prasy również w językach obcych

Miała ona być kolportowana na Zachód, aby zwalczać oszczercze informacje o powstaniu szerzone przez gazety pruskie i austriackie. Taką rolę spełniać miał wydawany w języku francuskim „Bulletin National”, który ukazywał się w Warszawie od 27 maja do 25 października. W miastach ówczesnej Polski mieszkało dużo Niemców, przy czym wśród mieszczaństwa warszawskiego pochodzenia niemieckiego wiele rodzin całkowicie się spolszczyło, a często zdarzały się wypadki, iż nawet ci spośród Niemców, którzy nie umieli mówić po polsku, wzięli udział w insurekcji i zasłużyli się dla powstania. Dla nich to przede wszystkim przeznaczona była „Warschauer Zeitung”, wydawana przez Michała Grölla. Ogólnie stwierdzić trzeba, że rozmach wydawniczy ośrodka warszawskiego w czasach powstania przedstawiał się imponująco. A przecież nie tylko Warszawa, ale również Kraków, Wilno i Grodno wydawały druki ulotne i gazety. Nigdy przedtem w dziejach dawnej Rzeczypospolitej ruch wydawniczy w zakresie druków politycznych i prasy nie był tak intensywny, jak za powstania.

Prasa

Jakobini byli inicjatorami opublikowania kilkunastu numerów różnych wydawnictw ciągłych, periodycznych, które traktować można jak gazety. Wymieńmy tu interesujące pismo „Przyjaciel Ludu”, wydawane przez znanego księgarza-nakładcę Piotra Dufoura. Ukazać się miało 7 numerów tej gazety. Pierwszy wyszedł w maju 1794 r. Wśród autorów piszących do „Przyjaciela Ludu” domyśla się Bogusław Leśnodorski także Hugona Kołłątaja167. Czytelnicy tej gazety znajdywali w niej artykuły przedstawiające obraz ciężkiej sytuacji Polski przed powstaniem, malowany w najczarniejszych barwach, wyrażające aprobatę i podziw dla francuskiego Komitetu Ocalenia Publicznego, a w rozważaniach nad dalszą przyszłością kraju opowiadające się za likwidacją przywilejów szlacheckich. Dziennikarzem z temperamentu był przede wszystkim ksiądz Józef z Wolda Mejer, który budził szczególną obawę prawicy swoim radykalizmem, energią
rzutkością. Wydawał on „Gazetę Obywatelską i Patriotyczną z Wiadomości Krajowych i Zagranicznych”, a po wyjściu z więzienia, gdzie znalazł się po wypadkach 28 czerwca, kontynuował ją pod nieco zmienioną nazwą: „Gazeta Obywatelska i Patriotyczna Warszawska z Wiadomości Krajowych i Zagranicznych”. Wiemy, że pod pierwszym tytułem wydał Mejer od 3 maja do 28 czerwca 20 numerów, a pojedynczy numer kosztował 12 gr. Wydal też Mejer 5 numerów gazety „Dziennik Powstania Narodu”. Zwraca uwagę w tej gazecie interesujący artykuł pt. Sądy kryminalne 169. Autor artykułu upominał się o tych więźniów, którzy dostali się do więzień przed powstaniem, często na skutek zemsty lub złej woli. Dowodził, że inaczej należy karać tych, którzy dopuścili się kradzieży z nędzy, a inaczej tych, którzy popełnili to przestępstwo dla wzbogacenia się. Apelował do sumień sędziów wskazując, że „ ubóstwo powinno być stopniem do uniewinnienia niektórych wykroczeń”. Wobec tego uważał, że należy poddać rewizji sprawy dawniej osądzonych, „ przesądzać [je] na nowo, gdyż przedtem ubóstwo było stopniem do kary, ale nie do litości”. Stwierdzał, że znęcano się bez miary nad prostymi ludźmi, „ na oskarżenie jednego pana więziono służących”, a marszałek Gurowski „ niegodziwy drzymiąc podpisywał dekreta więzienia i śmierci”. W tej sytuacji „niejeden niewinny lub mniej wykraczający jęcząc w kajdanach niewoli przeklina niebo i życie swoje”. Apelował więc do rządu powstańczego, aby na przyszłość znieść zbyt surowe kary za kradzieże, bo obecnie wymierzane są nieproporcjonalnie wielkie w stosunku do przestępstw, a „ trzeba pierwej usunąć powody przynaglające do przestępstw, wtenczas kary będą słusznymi”.

Wzrost ceny chleba w Warszawie

Przed insurekcją kwietniową 1 funt chleba kosztował 1 grosz, a w okresie oblężenia 3 gr. Była to jednak fikcja, którą starał się podtrzymać Wydział Żywności, sprzedając po tej cenie chleb wojsku i milicji. Tymczasem bowiem na czarnym rynku cena chleba dochodziła do 6 i 7 gr za funt; taką cenę pobierali piekarze, a przy tym żądali pieniędzy metalowych. Powstawały awantury, stosowano kary, ale nie prowadziło to do żadnych pozytywnych rozwiązań. Markietanie ośmielali się proponować taką cenę nawet w obozie wojskowym. Ponieważ podstawę wyżywienia żołnierza stanowiły chleb, kasza i mięso, jest rzeczą zrozumiałą, że w zabiegach aprowizacyjnych rządu, oprócz skupu i rekwizycji zboża oraz wypieku chleba, zapewnienie wojsku i Warszawie wystarczającej ilości mięsa należało do zadań ważnych. Wydaje się, że skup bydła rzeźnego, a przede wszystkim wołów, organizowany przez komisarzy żywnościowych, przebiegał dość sprawnie i że kłopotów było tu mniej niż ze zbożem. Odpadały przede wszystkim koszty transportu, gdyż bydło pędzono do Warszawy, a nie przewożono. Występowały natomiast trudności z wyżywieniem zwierząt; władze nie respektowały często prywatnej własności i pozwalały, aby „skarbowe” woły szczypały sobie trawkę z łąk i pastwisk należących do podwarszawskich folwarków szlacheckich. Właściciele protestowali, ale Zakrzewski odpowiadał im albo wymijająco, albo pocieszał zapewniając: „Bóg zapłaci”.

Zwalczał Zakrzewski w milicji wszelkie przejawy buty szlacheckiej

Gdy niejaki Wasiłowski powoływał się na swe szlacheckie pochodzenie, które nie pozwala mu w jednym szeregu pospolitować się z plebsem, otrzymał twardą odpowiedź prezydenta, że „ci, którzy wystawiają piersi za Ojczyznę przeciw nieprzyjaciołom jej, są lepszymi szlachtą jak suplikant uchylający się od tego obowiązku”. Nie uważał też za wskazane uwolnić od służby nauczyciela rachunków, języków i muzyki, bo mu odpowiedział: „Lepiej teraz orężem jak piórem machać albo na klawikorcie palcem przebierać”. W delikatniejszej formie dał odmowę 36 osobom pracującym w Komisji Porządkowej Księstwa Mazowieckiego, napisał im bowiem, że liczbę ich znajduje „bardzo zdolną do obronienia baterii jednej w razie ataku nieprzyjacielskiego”, i upraszał, by tak urzędowali i spełniali równocześnie funkcje milicyjne, żeby i działalność urzędu nie była zatamowana, i municy- palność nie została ogołocona „z tak cnotliwych obywateli”, przynajmniej dopóki nieprzyjaciele nie cofną się od Warszawy. Dziwną wydała się prezydentowi prośba doktora Wolfa, aby go uwolnić od odbywania w nocy wart na bateriach, i krótko stwierdził rzecz niewątpliwą: „Doktorowie każdego czasu i w każdym miejscu są potrzebni”.

Szkoły. Korpus Kadetów

Jedno z podstawowych zadań Wydziału Instrukcji stanowił nadzór nad szkolnictwem. Wydział przejął wszelkie państwowe fundusze na ten cel przeznaczone, bo nie wznowiono w czasie powstania Komisji Edukacji Narodowej. Dopiero po odstąpieniu wrogów od stolicy mógł Dmochowski zakrzątnąć się żywiej wokół uruchomienia szkół warszawskich, a także w tych częściach kraju, gdzie sięgała władza powstańcza. Starania te znalazły swoje odbicie w odezwie Wydziału z 13 września nawołującej do otwierania szkół. W „Gazecie Rządowej” Dmochowski szeroko odpowiadał na pytania: „Czy szkoły narodowe kosztem publicznym utrzymane mają się z rokiem szkolnym rozpocząć i czyli osoby w nich pracujące będą swojej pewne nagrody?” Twierdzącą odpowiedź na pierwsze pytanie Dmochowski poprzedził pięknym uzasadnieniem: „Wydział nasz uważa niepłonnie, że naród polski szczęśliwe niniejsze powstanie, przy innych potężnych swojego dźwigania się środkach, winien jest po wielkiej części szerzącemu się, choć od niedawnego czasu, po ziemi polskiej Oświeceniu”. Uzasadniał dalej, że jedną z przyczyn upadku kraju było zaniedbanie edukacji, a obecne odrodzenie Polski musi iść w parze z rozkwitem nauki i szkolnictwa. Kraj będzie wyzwolony — wyrażał Dmochowski niepłonną nadzieję „pod najwyższym Naczelnictwem bohatera naszego Tadeusza Kościuszki”, ale walka będzie jeszcze długo trwała i z nauką młodzieży nie można zwlekać. „Wydział Instrukcji rekwiruje wszystkie zgromadzenia, tak akademickie jako i zakonne, aby, ile okoliczności pozwolą, nie usuwały się od obowiązków uczenia, bez względu nawet na to, mniejsza czy większa znajdzie się uczniów liczba”. Uznając jakbyśmy to współcześnie określili wagę bodźców ekonomicznych, przewodniczący Wydziału Instrukcji zapewniał, że nauczyciele pobierać będą swą płacę niezależnie od tego, jak wielka liczba uczniów zgłosi się do szkoły, i ściśle według dawnych ustaw Komisji Edukacyjnej. Wobec trudności finansowych zapowiadał jednak szczerze, że emerytury będą wypłacane tylko w ich wysokości.

Rekwizycja drukarni warszawskich

RNN, obawiając się trudności z drukiem jej pism oficjalnych, już 23 czerwca zarządziła rekwizycję drukarni warszawskich, żądając, „ iżby nic innego wprzód nie drukowały, jak pisma rządowe za opłatą ze skarbu, dopiero gdyby tych nie starczyło, inne, pod odpowiedzią i karami w przypadku nieposłuszeństwa, czego dozór Rada Wydziałowi Porządku oddaje”. Wspomnieć trzeba, że władze nie miały wiele kłopotów z drukarzami, bo ci innych zamówień jak rządowe nie otrzymywali i za dobrą opłatą chętnie pracowali. Zajrzyjmy jeszcze do księgarń warszawskich. Najwięcej poszukiwano wówczas książek o tematyce wojskowej. Pod tym względem charakterystyczne było ogłoszenie, które zamieścił w „Gazecie Wolnej Warszawskiej” Gróll, donosząc, iż w jego księgarni mieszczącej się „w Marywilu w sali pod bramą” dostać można następujące książki i druki: „1° Mappa Polska, nowa przez Giissefelda zł 4. Partyzant, czyli sztuka prowadzenia pomyślnie wojny podjazdowej według zwyczaju wieku teraźniejszego zł 15 gr 15; 3° Sztuka artyleryi, zebrana przez Józefa Jakubowskiego z planami, trzy tomy ; 4° Instrukcja w sztuce wojennej od króla JMCl pruskiego z przyłączeniem 13 planów sztychowych zł 19; 5° Pamiętnik żołnierski zł 4” m.
Już 21 czerwca dowiadywali się czytelnicy gazet, że ukazało się dzieło Piotra Aignera Krótka nauka o pikach i kosach, które „nakładem skarbu publicznego wydrukowane zostało”. Gazeta ogłaszając pracę Aignera zapowiadała, że „od wszystkich obywatelów cywilnych i wojskowych z ukontentowaniem zapewne przyjęte będzie”. Praca Aignera, zawierająca dobrze wykonane rysunki pik i kos bojowych, opisująca sposób użycia broni drzewcowej, tak ważnej wobec braku karabinów, była nie tylko sprzedawana w księgarniach warszawskich, ale władze wysyłały ją w teren do komisji porządkowych cywilno-wojskowych.

Ogłaszanie obszernych raportów z dochodzeń jakobińskiego

Dmochowski pozostawał w bliskich stosunkach z generałem Józefem Zajączkiem i ogłaszał obszerne raporty z dochodzeń jakobińskiego Sądu Kryminalnego Wojskowego, któremu generał prezesował. Szczególną niechęć odczuwał Dmochowski do przewodniczącego Wydziału Bezpieczeństwa Michała Kochanowskiego. Z tym prawicowym działaczem powstańczym starł się silnie w sprawie owych papierów, kiedy to wyprowadził go w pole wykradając je mimo zaostrzonej czujności pracowników Wydziału. Także drugie ostre starcie między nimi doszło do wiadomości publicznej, gdy wyrzucał Wydziałowi Bezpieczeństwa, że opieszale i niedbale dostarcza materiały dotyczące oskarżonych, którzy stanęli przed Sądem Kryminalnym Wojskowym. Ksiądz Franciszek Ksawery Dmochowski był interesującą indywidualnością i na pewno na kształtowanie się opinii publicznej w Warszawie wywierał duży wpływ. Sam wyznawał radykalne poglądy i nie zmienił ich także na emigracji. Równocześnie jednak wykazywał zapobiegliwość o własne dochody, miał cechy groszoroba. Ważnym chyba przyczynkiem do jego charakterystyki jest list napisany przezeń po upadku insurekcji do Ignacego Potockiego, który znalazł Bogusław Leśnodorski. Dmochowski pisał, że dochód uzyskany z wydawania „Gazety Rządowej” pozwoli mu żyć spokojnie przez rok. Na później zaś prosiłby o protekcję Potockiego, aby mógł otrzymać jakąś funkcję w swym duchownym zawodzie, dodając przy tym cynicznie: „ póki jeszcze ludzie są tak ciemni, iż próżniakom tym sposobem żyć pozwalają”. Barwnie i żywo redagowana „Gazeta Rządowa” rozchodziła się znakomicie; czytała ją przede wszystkim Warszawa, czytał ją w miarę możności cały kraj.